• Wpisów:30
  • Średnio co: 46 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 23:33
  • Licznik odwiedzin:1 657 / 1443 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wspomniałam przyjaciółce o blogu. Poprosiła o adres a ja powiedziałam że nie, bo nie chcę żeby ktokolwiek z moich znajomych to czytał.
A ta menda (pewnie teraz to czyta) znalazła mnie >,<
W sumie jest w tym trochę mojej winy, bo wszędzie mam taki sam nick...

NINIEJSZYM OGŁASZAM BLOG ZA ZAMKNIĘTY. Jeśli będziecie chcieli nadal czytać moją pisaninę, zapraszam na pv , podam Wam adres nowego blga (założę go dopiero jutro, jak będę miała dostęp do komputera).

***

Bardzo smutno się z Wami żegnam w tym wcieleniu...
Do zobaczenia jutro :'
 

 
Zdecydowanie podoba mi się wersja, że mam lekcje od 12:45... I mogę sobie wstać np. teraz. W przeciwieństwie do nieszczęśników, którzy dzisiaj do szkoly albo do pracy wstali o 6-tej. No chyba że ktoś to lubi, bo tacy przecież też się zdarzają. I to nie rzadko.

***

Codziennie pada. W prawdzie nie cały czas, tylko kilka razy w ciągu dnia po kilka minut, ale niebo cały czas jest smutne. Nie żeby mi to jakoś nadzwyczajnie przeszkadzało, ale kończą mi się kombinacje ciepłych ubrań, a nie wiem czemu nie lubię iść 2 razy w takim samym zestawie (ach te problemy...). Cóż, chyba trzeba trochę znormalnieć.

Udanego dnia!


EDIT
Ptakom chyba też się nie podoba taka pogoda, bo zebrały się w jakąś wielką chmarę i wyrażają swoje niezadlwolenie wrzaskami u mnie w ogrodzie...


  • awatar Nashimi: Mnie też ta pogoda dobija, może nie ze względu na ubiór, a na złe samopoczucie :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ej, czemu jest taka mała aktywność? Pisać się odniechciewa kiedy człowiek wątpi, że ktokolwiek doczyta do końca...

Jeśli widzi to jakaś dobra duszyczka, która zechce mi napisać co robię źle, i co powinnam robić żeby ktokolwiek to czytał, byłabym niezmiernie wdzięczna...
Bo ja bardzo chcę pisać ale z drugiej strony to smutne, że piszę tylko dla siebie

#Help!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
A jednak wracanie ze szkoły o tej porze ma też swoje dobre strony... Szkoda tylko że już za miesiąc zamiast zachodu Słońca będzie ciemność ;____;




 

 
Witam witam.
Ładnie to tak nie spać po nocach? Hm?
Ja w sumie już usypiam ale się zmusiłam żeby dać jakiś znak życia czy coś...

Zaczęłam z powrotem pisać z przyjacielem. Może to głupie bo widzieliśmy się tylko kilka i przez chwilę, zawsze rozmawialiśmy nie więcej niż 5 minut bo byłam wtedy na obozie i strasznie się wściekali jak ktokolwiek rozmawiał z kimś „miejscowym”. Po moim wyjeździe pisaliśmy może przez tydzień a później nic.
Po roku zmienialam numer, więc wysłałam wszystkim SMSy jaki będzie mój nowy i takie tam.
I po jakiejś godzinie on odpisał już na ten nowy numer. Nie przepisałam sobie jeszcze nic więc nie wiedziałam, kto pisze. No i okazało się że to był on.
Zaczęliśmy sobie kulturalnie rozmawiać, bo były wakacje i wszystkim się nudziło.
Okazało się, że mamy strasznie dużo wspólnych cech (albo wszystkie xD ) no i jakoś nam tak zeszło 10 miesięcy a później się pokłóciliśmy i nie odzywaliśmy się do siebie. Ale jakoś na początku września stwierdziłam, że nie wytrzymam bez niego, więc napisałam i przeprosiłam. Odpisał że to on powinien przeprosić i że bardzo mu brakowało tego gadania całymi wieczorami.
No i ostatecznie jest dobrze.
A dla pewności wyjaśnię, że nie traktujemy siebie jako pary bo to by było idiotyczne. Tylko jako przyjaciół.

***

Znalazłam wczoraj taką słodziutką k-pop'ową piosenkę i teraz cały czas mi łazi po głowie.
#AKMU są świetni! *w*

***

Dobranoc, moje karczoszki :3
 

 
Ha! Dzisiaj jak się obudziłam, to tak bardzo się zastanawiałam nad tą koreańską gramatyką, że aż musiałam wstać. Sama z siebie! To jest tak wielkie osiągnięcie, że od tej pory dzień 19 września powinien mieć jakąś specjalną nazwę, np. Dzień Udanego Poranka


Na prawdę zapowiada się śliczny dzionek ^w^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dobry wieczór!
Mam dobry humor bo lekcje skończyły się grą w butelkę, na której Patrycja musiała wyrapować „Panie Janie” (były same dziewczyny więc nie działo się nic wielkiego) . Było baaaaardzo miło.
Na koreańskim też panowała przyjemna atmosfera. Coraz lepiej idzie mi czytanie. Nauczyłam się też dość dużo, ale muszę to jutro utrwalić.

Dobranoc wszystkim ;*
  • awatar Gabriellka00: @słodko-słona: W szkole nie ma tak dobrze, ale ubłagałam rodziców i z okazji urodzin (które minęły prawie 3 miesiące temu ale co tam) zapłacili mi za kurs. I teraz w czwartki mam po 2 godziny koreańskiego. Czy jest trudny nie jestem narazie w stanie stwierdzić, bo w sumie miałam tylko 3 lekcje. Aczkolwiek wydaje się porównywalny do angielskiego... Jak już się nauczę płynnie czytać okaże się pewnie bardzo łatwy c:
  • awatar słodko-słona: uczysz się koreanskiego w szkole?? faajnie, trudny?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiejszy dzień był... Męczący. I to by było na tyle xd

Dobranoc!
 

 
Dobry wieczór!
Nie, wcale nie mam dobrego nastroju ale muszę popracować nad swoją aktywnością tutaj.

***

Dzisiaj zaczynaliśmy lekcje o 12:45, ale ja, Basia i Marcelina (tutaj ze wolę używać imion, chociaż normalnie to większość ludności u nas w szkole ma ksywki) musiałyśmy przyjść na 9-tą i zrobić jakieś łatwe choreografie na niedzielę. Bo jest jakiś tam piknik w parku i wójt stwierdził, że mają być jakieś występy ze szkół...
Cóż, dążę do tego, że Marcelina w pewnym momencie zaczęła się gubić w krokach. I peszyła się coraz bardziej. Ja z Baśką namawiałyśmy ją i tłumaczyły, że jej bardzo dobrze idzie i że sobie poradzie ale... Ona ma charakter bardzo podobny do mojego (jeśli nie taki sam) , więc im więcej poświęcałyśmy jej uwagi, tym bardziej zdenerwowana była. W sensie zestresowana. Do tego jeszcze doszła presja że do niedzieli mamy zrobić 2 całe układy a 3-ci przedłużyć... No i Marcelinka nie wytrzymała i nam uciekła do łazienki.
Nigdy wcześniej nie widziałam jej jak płacze. Stałyśmy z Baśką przez chwilę na korytarzu (czy raczej w tzw. „Dzieciolandii”) i półgłosem zastanawiałyśmy się, co zrobić. I nie chodziło tylko o bieżącą sytuację. Marcelina mówiła wcześniej, że na ten występ ona nie chce iść, bo do choreografii dołożyłyśmy bardzo dużo kroków z towarzyskiego. A o ile ja z Baśką tańczymy towarzyski, o tyle Marcelina nie trenuje już od dwóch lat. Więc po części ją rozumiem...
W każdym razie podjęłyśmy wstępną decyzję, że pójdziemy po Marcelinę, zrobimy choreografię powoli, a ona jak się wstydzi przy nas ćwiczyć (znam ten ból ;_; ) to potrenuje w domu.
Poszłyśmy do tej łazienki, a jak tylko otworzyłam drzwi to ona wstała, podbiegła do nas i się bardzo mocno przytuliła. Moja kochana.

Jak już się uspokoiła, trenowałyśmy dalej. I później już mniej-więcej wszystko było dobrze.

***

Nawet w domu mogłoby być fajnie gdyby nie to, że jak wychodziłam z łazienki to dostałam w głowę 2 razy że niby zajmuję ją przez cały wieczór... Ale 40 minut na umycie się itd to chyba nie jest aż tak dużo?

***

Na dobranoc sobotnie zdjęcie najlepszego chińskiego makaronu, jaki kiedykolwiek jadłam (fakt, jadłam tylko raz w życiu ale już wiem, że to nie był ostatni raz).

Kolorowych snów, karczoszki!
 

 
Uch, wszystko pięknie, tylko zapomniałam się pożegnać xd
No więc:
Dobranoc, karczoszki moje!

PS
Dzisiaj wybiło 69 dni od założenia tego bloga... Nie żeby coś, ja jestem całkiem normalna i grzeczna jak aniołek ^.^ (no, prawie aniołek ;x )
 

 
Żeby nie było za smutno, to w ramach rekomprensaty (mam nadzieję, że dobrze napisałam xd ) dorzucam kilka zdjątek z niedzieli
 

 
Hejo, ludzie.
Jak widać od dwóch tygodni nie było wpisów, chociaż obiecałam...
Przepraszam najmocniej wszystkich
Ale to wszystko wina tego, że żaden dzień nie kończy się szcęśliwie, czyli że w dobrym nastroju kładę się do łóżka. Co wieczór spina z matulą, więc nawet najlepszy dzień kończy się koszmarnie. Tylko dzisiaj udało mi się wymknąć, więc mam siłe dla Was teraz pisać.
Za to wczoraj tak strasznie ryczałam, że mi popękały naczynka na policzkach i wyglądam jak ofiara mocnego trądziku... Mam nadzieję że się to szybko zagoi, bo nie da się ich zamaskować nawet makijażem (czyt fluid+puder xd ) , czyli jest bardzo źle. Już dwie osoby pytały się mnie dzisiaj, czy mnie pobili. Odpowiadałam że oparzyła mnie para jak się nachyliłam nad garnkiem... Mądre, co nie? :3

***

Zanim się położyłam zabiłam 11 komarów, które oblężały moje ściany. Jakiś jeden się uchował i mi tu bzyczał nad głową przed chwilą, ale po kilku próbach zamachu (z mojej strony) dał sobie spokój.

***

Czuję się strasznie samotna... Chcę być ładna ;_;
To, że dobrze wychodzę na zdjęciach wcale nie oznacza, że w rzeczywistości tak wyglądam. Kiedy jestem w szkole zmieniam się w najbardziej szkaradne stworzenie, jakie można sobie wyobrazić. To okropne ;_; Dlaczego wszystkie inne dziewczyny są ładne, a tylko ja wyglądam jak chodzące g**no?
Obrażam się na naturę, bo zostałam bardzo niesprawiedliwie potraktowana ;_;

***

Jutro na polskim mamy wygłosić przemówienie w obronie czegoś/kogoś. Chciałabym powiedzieć coś o rasiźmie, ale i tak wiem, że kiedy stanę przed klasą zrobię się tylko cała czerwona i nie będę w stanie wydusić z siebie słowa...

Nie chcę być mną. Chcę być kimś innym, kto nie będzie taki beznadziejny...

***
#smuteczki
 

 
Ale się rozpadało. Leje jak nie wiem co. Ale mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie- uwielbiam usypiać w szumie deszczu.

Jeszcze raz dobranoc.


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witam witam, karczoszki moje! :3
Jak tam pierwszy dzień szkoły? U mnie było spoko a nawet fajnie, bo mogłam wytulać moje kochane „żony” (ach te gimbazjalne rodziny xd ) .
Czyli dzień był miły. Oczywiście dopóki nie wróciliśmy do domu. Tam matula zaczęła odstawiać jakieś teatrzyki, i to w dodatku przy mojej koleżance. Więc było mi strasznie głupio.

Nie mam książek do szkoły... Nadal -.-

Jutro mamy lekcje dopiero od jedenastej-coś-tam , ale ja muszę iść na ósmą, bo jadę z matulą, bratem i Krzysztofem... Auto ZNOWU się zepsuło i od sześciu dni stoi w warsztacie. Super. Po prostu świetnie.

Dzwoniłam dzisiaj do taty, gadaliśmy troszkę co i jak z tym kursem koreańskiego + parę innych głupotek. Przerwała nam matula, która zaczęła się wydzierać z kuchni, że mam posprzątać stół.
Nie odzywałam się przy kolacji, oprócz paru kąśliwych uwag. Niestety nie pamiętam, czego dotyczyły.
Aha, żeby było jasne- mam generalnie „niewyparzoną gębę” więc kiedy jestem zła często wymyka mi się coś inteligentnego, ale za razem niemiłego czy niekulturalnego. Nie jestem aniołem, niestety.

Czekałam aż Krzysztof wyjdzie na papierosa. Wtedy powiedziałam mamie, że tata jutro wpłaci jej na konto na ten kurs. A ona do mnie fuczy coś w stylu
-„Jakby sam nie mógł się z tobą spotkać i ci dać!”
Nie ogarniam. Serio to dla niej aż taki problem, żeby wypłacić tą kasę z banku? Jeszcze żeby miała daleko to rozumiem, ale bank jest zaraz obok jej pracy.

Miło by było, zgyby zechciała przestać się na mnie wyżywać.

Na miłe zakończenie dnia chopcy z EXO <3
Fajne im mundurki uszyli, prawda?


Dobranoc, karczochy ;*
 

 
Hej.
Jak tam samopoczucie w ostatni dzień wakacji? Ja miałam dzisiaj mały #plażing więc (niestety) się opaliłam. A przez całe wakacje udawało mi się pozostać bladą... No cóż, mam nadzieję, że opalenizna zejdzie równie szybko, jak się pojawiła.

Jestem w trakcie wściekania się na mój szajski telefon, bo za nic nie dam rady pobrać sobie map. A będą mi potrzebne. Jeszcze tego brakowało, żebym łaziła z planem Krakowa w torebce... I tak się zgubię x'D

Nie mam żadnych książek do szkoły. Trochę słabo, zważywszy na fakt, że pojutrze są pierwsze lekcje. Może jakoś przeżyję... Matula non-stop wścieka się na mnie, że nie umówiłam się z nikim z drugich klas na odsprzedanie podręczników. Ale przecież ja nie rozmawiam z nikim starszym ;_____; Ona nie pojmuje, że nie potrafię się odezwać prawie do nikogo. A zwłaszcza po prośbie.

Dobra, lecę, jutro muszę wcześnie wstać i ogarnąć się, żeby dobrze wyglądać. Pierwszy tydzień jest najważniejszy.

Dobranoc, karczoszki! Miłego pierwszego dnia szkoły...
;____________;










  • awatar Gabriellka00: woda okazała się być całkiem przyjemna, pomimo mojego wcześniejszego, sceptycznego nastawienia co do jej temperatury :P
  • awatar levander: ojej, a woda nie za zimna? Ja chyba bym zamarzła, brrr ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dobry wieczór.
Wiem, nie było mnie przez ostatnie kilka dni. Za co oczywiście bardzo przepraszam... Ale nie miałam nastroju na napisanie choćby paru słów. Mam nadzieję, że zrozumiecie.

Jutro postaram się nadrobić. I zrobię wielki spam zdjęciami z wakacji

PS
Nie wiem, jak wytrzymam z matulą następne 10 miesięcy ;________;
 

 
Dobry wieczór wszystkim!
Jak minął dzionek? Bo mój był pokręcony. Najpierw miałam bardzo dobry chumor/humor , ale kiedy na lekcji (wyjaśnienie do „lekcji” w poprzednim poście) p. Paweł najpierw nas nagrał, a później nam pokazał, żebyśmy zobaczyli co poprawić, zobaczyłam jak bardzo krzywą mam sylwetkę (chociaż bardzo się staram) i coś się we mnie załamało. Nie mogłam uwierzyć, że wyglądam aż tak źle... Nie wiem, może aż tak tragicznie nie było i wina jest po stronie mojego pesymistycznego nastawienia do siebie i tego, że jestem zwyczajnie brzydka, ale nie zmienia to faktu że miałam zrypany nastrój aż do powrotu do pokoju. A dlaczego akurat do wtedy? Bo kocham lizaczkiiiiiiii!!! I wiem, że są dobre na wszystko <3


 

 
Witam witam, karczoszki.

Tak, wiem, wczoraj (czy raczej przedwczoraj, bo jest juz po polnocy) nie dodałam wspisu. Ale jakoś nie mogłam się zabrać. A z drugiej strony to narazie nikt nie czyta na bieżąco mojego bloga, więc nie mam zbyt wiele motywacji żeby pisać. Nie mam dla kogo.
Wracając do tematu i zakładając, że nadal jest poniedziałek 25-go sierpnia:
Wczoraj (24-go) był luz. Nie robili pobudki, śniadanie o 9-tej, rano żadnych biegów, żadnych treningów, nic. O 10-tej było (obowiązkowe) wyjście na basen. Z naciskiem na WYJŚCIE, bo całą przydługawą drogę dreptaliśmy na piechotę.
Na basenie nie czepiali się, że grzywka mi wystaje spod czepka (też obowiązkowego). To dobrze, bo w przeciwnym razie wyglądałabym jeszcze gorzej niż zwykle. I jeszcze gdyby się zamoczyła... Ale nie zmokła zbytnio, bo cały czas siedziałam w jakuzzi (nie wiem jak to się pisze ;____; ). Ale dzięki temu nie musiałam z nikim gadać. Tylko obserwowałam.
Z moich obserwacji wyniknęło, że Piotrek ma zajebiaste ramiona. Jego kolejna zaleta. Nie licząc tego że jest taaaaaaki przystojny i ma świetny charakter. Ale nie liczę że zechciałby na mnie zwrócić uwagę. Jestem zdecydowanie zbyt beznadziejna we wszystkim, żeby chociaż się do mnie odezwał... Z resztą już lepiej przyjaźni się ze swoją partnerką. W sumie to bardzo się lubią. Ciut za bardzo ;_____; I nawet nie mogłabym być zła o cokolwiek, bo Ola jest bardzo fajna i prześliczna. Jest w moim wieku ale wygląda na dojrzalszą. Może przez to, że ją natura chojnie obdarzyła. W przeciwieństwie do mnie.
Kontynuując niedzielę;
po południu poszliśmy do kościoła. Czy tylko mi się wtedy zawsze tak okropnie kręci w głowie? Normalnie mam wrażenie, że zaraz runę na ziemię, przewracając przy tym jeszcze kilka osób.
Po mszy wróciliśmy do bursy, w której mieszkamy. A z tamtąd na practise.
Zaczęliśmy standard (tańce standardowe). Uwielbiam standard. Pomimo że jestem z niego słabawa. Lubię też pana Łukasza, z którym mamy zajęcia. Ale i tak moim ulubionym instruktorem jest pan Paweł. Czasem młodsza grupa (ta, w której ja jestem) ma z nim zajęcia w roku szkolnym + lekcje prywatne. Lekcje prywatne to nic nadzwyczajnego. Bierze się takie co jakiś czas i poprawia indywidualne błędy. No, w każdym razie ja (z moim partnerem) mam zawsze lekcje z p. Pawłem. Bardzo go lubię. Gdybym miała mieć ojczyma, to chciałabym, żeby był taki jak on.

W poniedziałek przerabialiśmy tango. Miałam też lekcję. I też wzięliśmy tango, żeby móc je przećwiczyć na wieczornym practise'ie. Generelnie to fajnie było.
Aha, od dzisiaj/wczoraj/wSensieŻePoniedziałku mamy zumbę zamiast baletu. To fajnie. Baleg też mi się bardzo podobał, ale był spokojny i powolny. Mało energii. Poziom zmęczenia wyrównywał się, bo były zajęcia z łaciny. Teraz ćwiczymy spokojny standard, więc, żeby nam mięśnie nie zardzewiały (co jest oczywiście niemożliwe, bo w standardzie mięśnie też pracują bardzo mocno) mamy na rozruszanie bardzo energiczną zumbę. I dobrze.

Na pożegnanie turniejowe zdjęcie cudnej pary. Mam nadzieję, że też kiedyś zasłużę na takie zdjęcia...



  • awatar Ch!c G!rl: moja córeczka kocha taniec za parę dni idziemy na pierwsze lekcje baletu :) napisz coś więcej o tańcu :) a może balecie?
  • awatar Gabriellka00: gdybyś się zastanawiała czy zacząć tańczyć towarzyski, to szczerze zachęcam. Naprawdę warto :D
  • awatar Agnieszka Ps: zdjecie cudne- racja... wow, podziwiam ze tak tanczysz, ja znam tylkko troszeczke salse cubane i nic poza :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hejoo.
Powinnam Wam treściwie opisać cały dzień, ale spać się chce xd

Była dyskoteka. Zupełnie zrypana, bo zrobili ją dopiero po practise'ie , kiedy wszyscy byli wykończeni. W rezultacie na sali były tylko dwie osoby (ja i Justyna ode mnie z pokoju. W normalnych warunkach doprowadza mnie do szału i rozpaczy) + Kinga, która pojawiała się od czasu do czasu.

Jedyną rzeczą, którą możnaby uznać za zaletę tej nieudanej imprezki jest to, że mogłam sobie swobodnie potańczyć. Bo kiedy jest więcej ludzi to zawsze pilnuję paneli żeby się nie odklejały od ścian.

Aha, no i było to takie „cosik” co robi dym i z pięć albo sześć lamp laserowych (czy jak to się nazywa xd ) .

Muszę już lecieć, bo w przeciwnym razie zasnę i nie wstawię wpisu ;;


Dobranoc, karczoszki moje!

PS
Stwierdzam, że ten poprzedni wpis jest bardzo nieskładny xd


 

 
Dzieńdoberek!
Przyzwyczaiłam się już do bólu brzucha więc wrócił mi dobry humor

Wróciliśmy niedawno z baletu. Podoba mi się balet. Zwłaszcza leżenie na podłodze. Zaraz wychodzimy na „zbiorówkę” z łaciny (czyli wspólne zajęcia, dla wszystkich grup).
Nagle Kinga wygląda przez okno i nas woła. Podbiegamy, patrzymy, a tam taki widok xD


 

 
Cześć.
Brzuch mnie boli tak okropnie, że zaraz umrę. Ledwo się położyłam do łóżka. Nie mogę się ruszać. Aaaaargh, czemu zapomniałam tabletek?! Teraz się będę musiała męczyć.
Za 15 minut schodzimy na obiad. Nie wiem jak mi się to uda xd
 

 
Hej wszystkim!
Na przekór wszystkiemu mam dziś dobrzy humor. Aczkolwiek poranek był potwooornie senny. I padał deszcz. I miałyśmy ten cały dyżur... Ale na zajęciach zrobiło się fajnie. Szczególnie miło mi się tańczyło pod koniec zbiorówki z cha-chy, a jeszcze fajniej na prywatnej (lekcji) z jive'a. Nawet niechęć mojego partnera mi nie zepsuła nastroju.
I dobry dzień został przypieczętowany arbuzem na podwieczorek ^^


 

 
Bww, niestety nie uda mi się teraz tej fotki wrzucić bo pewnie cały obóz siedzi teraz w internetach, więc router jest przeciążony xd

Spróbuję jutro.

Jeszcze raz dobranoc Wam, moje karczoszki.
 

 
Ludzie, niniejszym oznajmiam wam, że umieram ;;
Treningi przez caaaaaały dzień. Męczyliśmy rumbę. Cały dzień. I było dużo baletu między zajęciami. A na koniec morderczy practise.
Nie czuję kolan. Nie czuję kostek. Za to plecy czuję bardzo dobrze.
Jutro nasz pokój ma dyżur, tj. wychodzimy kilkanaście minut przed posiłkami i rozkładamy talerze, szklanki, wazy itd. A później zbieramy to co zostało.

Uuuuuuuuh, jestem wykończona!

Idę umierać dalej, dobranoc.


Aha, kolejne nieostre zdjęcie, po dzisiejszym treningu (Kinga zdążyła się już umyć xd). Pewnie jakość (zdjęcia) byłaby lepsza, gdyby Justyna zechciała zrozumieć, że przy robieniu zdjęć NIE macha się telefonem xd
 

 
A tak mnie naszło, żeby zarzucić Wam na dobranoc jakimś zdjęciem słabej jakości xd
Żebyście się upewnili, że autorka tego bloga nie ma zadatków na miss.
Zdjęcie sprzed kilku dni bo jestem jeszcze w swoim pokoju.

A te chmurki wcaaaaaale nie zakrywają bałaganu w tle O
  • awatar Gabriellka00: tak, ćwiczę towarzyski. Treningi 2x w tygodniu po półtorej godziny, 1x dwugodzinny „practise” , oprócz tego w środę po treningu mam jeszcze godzinkę baletu (który jest dla mnie udręką ale muszę się rozciągać xd ) . A w domku jak mam chwilę i mi się chce to się uczę k-pop'owych choreografii. Ale w wakacje mi się przytyło więc jeszcze sobie robię po 40 brzuszków. Ale jakoś specjalnie to nie ćwiczę, w sensie jakieś supermęczące serie czy coś ;)
  • awatar little monster ness: jeju jakie nóżki chudziutkie ;o ćwiczysz coś? + zapraszam do mnie
  • awatar Nieśmiertelna ♔: piękne włosy *_*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dobry wieczór, karczoszki!
Przed chwilą napisałam wam treściwe sprawozdanie z dzisiejszego dnia + z wczorajszej kłótni z mamą i już kończyłam, kiedy przez przypadek odświeżyłam stronę i cała moja praca przepadła... Jest mi więc bardzo przykro, ale nie mam siły pisać tego wszystkiego drugi raz. Przepraszam. Jestem wykończona, głodna, nieszczęśliwa i chce mi się pić.

Jedyna dobra wiadomość jest taka, że są tu internety. Chociaż tyle.

Dobraj nocy życzę, ludkowie!


PS
Nie będziecie mięli nic przeciwko, jeśli będę Was nazywać „miomi karczoszkami”? Mam nadzieję że nie, bo według mnie to określenie jest urooooczeeee ^O^
 

 
----INFO-------------------------------------------------------------------------------------------

Planowałam wrzucać jedną ,,kartkę'' z dziennika co jeden dzień, ale jutro wyjeżdżam na obóz taneczny i wracam dopiero 28-go albo 29-go sierpnia...
No a laptopa oczywiście nie mogę wziąć

Tak więc misja ,,Dziennik z Warszawy'' została zawieszona, ale po powrocie będę ją kontynuować.
Oprócz tego, jeśli mi się uda, to będąc na obozie też postaram się wrzucać krótkie opisy, jaki był dzień, co robiliśmy itd. A jeśli się nie uda, bo internet tam jest strasznie słaby, to napiszę dopiero po powrocie. I wtedy będę dodawać wpisy regularnie. Zacznie się szkoła, treningi, zbiórki... Będzie ciekawie

W każdym razie ja się z wami żegnam na te kilkanaście dni, życzę udanej końcówki wakacji i ładnej pogody

Trzymajcie się, cześć!


  • awatar FitGosia: Życzę udanego obozu, zapraszam do odwiedzenia mojego bloga, do komentowania, oraz jeśli się podoba to do obserwacji ;)
  • awatar Agatsi: udanej zabawy na obozie :) zapraszam do obserwowania mojego bloga :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zgodnie z obietnicą:
__________________________________________________
08.08.2014, dzień pierwszy
Wczoraj nie chciało mi się ruszyć dupy, więc spakowałam się rano. Godzina wystarczyła na uwinięcie się ze wszystkim. Aczkolwiek Kajtuś miał ochotę pospać sobie do dziesiątej, więc w południe wyjechaliśmy z domu. Rano było chłodnawo, więc zdecydowałam się na czarne, półprzezroczyste rajstopki z jakimś-tam szlaczkiem na całej długości, czarną, przykrótką, plisowaną spódniczkę, którą ubrałam troszkę wyżej niż nakazywała przyzwoitość (ale tylko troszkę) i białą cieniutką bluzkę z rękawem 3/4 , którą upchnęłam od dołu do spódniczki. No i oczywiście moje kochane czarne glany w kwiatki... Kiedyś dam wam ich zdjęcie, żebyście sobie nie myśleli, że wyglądają jak najtańszy szajs z chińskich bazarów. Nie żebym miała coś do Chińczyków. W sumie to niesamowicie kręcą mnie te ich skośne oczka... Ale nie bardziej niż oczy Koreańczyków! Dobra, koniec z tym moim zachwytem wobec skośnych. Na czym to ja... Aha, ok. Czasem trzeba przeczytać coś jeszcze raz, własną pisaninę także.

Dojechaliśmy. Wiecie co? To dobrze, że Bóg stworzył chłopków, którzy rzetelnie lustrują oczami moje przydługawe nogi (jak na mój gust serio są trochę za długie, dlatego lubię glany. Bo w nich nogi wyglądają na krótsze i bardziej pasują proporcjami do reszty chudawego ciałka). Nawet nie wiecie, jak to bawi dziewczyny! A przynajmniej mnie. Fakt, jestem trochę specyficzna, ale to na prawdę zabawnie wygląda, kiedy idzie chłopak obładowany jakimiś kartonami, po czym nagle staje i gapi się jak gdyby nigdy nic na przechodzącą dziewczynę. Nie wydaje się zabawne? Chociaż troszeczkę? Nie? No to najwyraźniej mamy odmienne gusta. Ale są ,,Gusta, guściki, biusty i biuściki'' jak to napisali w pewnej mądrej książce... Ale nie miałabym nic przeciwko, gdyby moje nikłe wypukłości z przodu zechciały troszkę przytyć.

Kiedy spakowaliśmy się z rzeczami do mieszkanka, zdrzemnęłam się. Jakoś chyba do dwudziestej, czyli dwie godzinki. A później pojechaliśmy pod to takie planetarium (coś tam z Kopernikiem, ale nawet nie czytałam napisu nad wejściem. Tak, wiem, jestem głupia i leniwa.) bo miał być seans filmu w ogrodzie. Było napisane, że zacznie się o dwudziestej pierwszej, ale o tej porze weszły dopiero na scenę jakieś dwie panienki. Jedna chyba z tego ,,Kopernika'' (sorry, na prawdę nie wiem jak to nazwać) a druga była psychologiem. Oczywiście nie zapamiętałam imienia ani nazwiska, ale wiem, że jest znana. Już od samego początku, kiedy tylko zaczęła mówić, już w pierwszym jej zdaniu stwierdziłam że jest mądra. Wystarczająco mądra, żeby móc słuchać jej całą następną godzinę, pomimo uporczywych i wszechobecnych komarów. Bo film puścili dopiero po godzinie. Miał tytuł ,,Tomboy''. Kiedy wcześniej wypytywałam mamę, co to za film odpowiadała że ,,Toi-boy'' . Za każdym razem się śmiałam, no bo komu by się to nie skojarzyło z obrzydliwymi Toi-Toi'ami, które już z zewnątrz są brzydkie, a w środku to już w ogóle ,,sodoma i gomora''. Kiedy jednak pytałam, o czym on jest, milczała uparcie, jak zawsze kiedy nie chce jej się czegoś tłumaczyć. W końcu wydusiłam z niej, że o ,,dziewczynie która przebiera się za chłopca'' . Od razu zajarzyłam, że nie chodziło o zanieczyszcznie leśnego krajobrazu obleśnymi, aczkolwiek ratującymi w ,,sytuacjach awaryjnych'' Toi-Toi'ami. Streściłam jej króciutko, o co chodzi z tomboy'ami. Króciutko, bo nie wiem zbyt wiele na ten temat. Ale mama nie miała nawet pojęcia, że takie coś istnieje i ma nawet nazwę. Całkiem nieźle wychodziło jej udawanie, że jest zainteresowana moją paplaniną. To miłe.

Seans skończył się o dwudziestej trzeciej piętnaście. Mieliśmy spory kawałek do przejścia ale wieczór był ładny, więc nikt nie narzekał. Kiedy odłączyłam się trochę od mamy i Kajtka, bo nie chciało mi się słuchać ich dyskusji poczułam, że ktoś się na mnie gapi. Na oko miał dwadzieścia, może dwadzieścia dwa lata... Kiedy się mijaliśmy oderwałam wzrok od ziemi i zerknęłam na niego. Był przystojny. I się uśmiechnął. To też miłe.

Wiem, że to idiotyczne, że cieszę się z każdego męskiego spojrzenia ale zrozumcie, od siódmego roku życia, czyli od kiedy poszłam do szkoły aż do końca podstawówki, wulgarne stworzenia płci męskiej, które uczęszczały do tej samej klasy, kategorycznie wpoiły do mojego małego, tępego móżdżku, że jestem potwornie brzydka i głupia. I to nie tak, że jeden czy dwóch było złośliwych. Z racji tego, że moja wieś to totalna masakra, odludny zakątek odcięty zupełnie od reszty świata, to w klasie mieliśmy tylko dziewięć osób. W tym siedmiu chłopaków, którzy oczywiście trzymali się w kupie. Ja z koleżanką dzielnie się przed nimi broniłyśmy, ale później zrozumiałyśmy, że pomimo to, że Bambosz i Kupcia są baaaaardzo przystojni, zwłaszcza jak na swój wiek, to to nadal wieśniaki, którym brak jakichkolwiek pozytywnych cech ludzkich. Co oczywiście nie zmienia faktu, że przez nich nasze osobowości uległy zmianie. Nasze ego też.


Wydaje mi się, że powinnam zamieszkać w mieście. Może przybędzie mi choć trochę pewności siebie...

Na dziś, to koniec. Właściwie na dziś jeszcze nie, ale na wczoraj na pewno. Mamy godzinę 01:48 dnia dziewiątego sierpnia. Pisanie tego serio zajęło mi dwie godziny? Tyle co popołudniowa drzemka?? No nic, widać nie mam zbyt dobrego poczucia czasu, kiedy piszę. Lecę spać, buziaczki i dobranoc!
__________________________________________________
 

 
Tak, wiem, od wieków nic nie było, za to teraz mam sprawozdanie/dziennik z Warszawy. Wszystko, co poniżej, było napisane w zeszłym tygodniu ale wrzucam dopiero teraz, bo dopiero teraz porządnie zabrałam się za kompa.

Hejcia, ludkowie!
Trochę mnie nie było ale mam nadzieję, że wybaczycie mi to zaniedbanie. Wiecie, wakacje są, nic się nie chce. W sumie to gdybym miała tu dostęp do neta, to pewnie siedziałabym teraz na facebooku albo skype'ie i robiła coś jeszcze mniej pożytecznego niż pisanie bloga.

W lipcu pojechałam z matulą do Warszawy (dla tych niedoinformowanych- mieszkamy na zadupiu niedaleko Krakowa) na cztery dni, to jest czwartek, piątek, sobota, niedziela. Nie chciałam tam jechać. Ale dowiedziałam się, że mają być w sobotę czterogodzinne warsztaty taneczne z k-pop'u. Mix choreografii Shinee. Nie słucham ich, ale są z SM-TOWN (koreańskiej wytwórni muzycznej, najlepszej ze wszystkich tamtejszych), więc muszą mieć fajne choreografie. Tylko że dowiedziałam się o nich w środę w nocy! Kiedy kulturalnie siedziałam na facebooku, napisała do mnie jedna dziewczyna. Pisała chyba do wszystkich, którzy lajknęli post o tych warsztatach. Fakt, dodali go dawno, więc kompletnie zapomniałam, że warsztaty odbędą się akurat w ten weekend. Spytała się, czy mam czas i czy pojechałabym na te warsztaty. Bo żeby to wypaliło, musi wziąć w nich udział minimum 50 osób.

,,Kurde, przecież mogę jechać!'' i z tą myślą wyskoczyłam z łóżka, pobiegłam do mamy i oznajmiłam że się z nią zabieram. To dziwne, że tak szybko się zgodziła, aczkolwiek wcześniej mnie nawet namawiała, żebym jechała z nią. Dziwniejszy za to wydał się fakt, że prawie bez żadnych negocjacji kupiła mi na to wszystko bilet. I to przez internet, a ona boi się kupowania w sieci niematerialnych rzeczy. A tani nie był. Zdążyłyśmy ledwo przed północą, a środa była ostatnim dniem na zakup biletów. Więc cała w skowronkach szybciutko się spakowałam, odpisałam że jadę i że dzięki za przypomnienie. No i poszłam wstać, bo wyjeżdżaliśmy wcześnie.

O siódmej wyszłyśmy z domu. Był też z nami mój brat, który przez ten czas miał siedzieć u babci. Brał mojego małego kotełka (Kawaii. Wiem, dziwne imię jej nadałam). Wysadziliśmy go na przystanku (brata z kotem) i dalej miał jechać tramwajem. Później zgarnęłyśmy jeszcze Krzysztofa (nie chce mi się teraz wyjaśniać kim on jest) i pojechałyśmy do nieszczęsnej Warszawy. Przez bite 5 godzin (w sumie ponad 5 godzin) jazdy siedziałam cała w nerwach, że Kajtek zapomni koszyka z tramwaju i że moje maleństwo zostanie samo... Tak, jestem przewrażliwiona na jej punkcie.

Kiedy dojechaliśmy do naszego lokum okazało się, że jednak nie ma tu neta bo coś tam się podziało z routerem. Dopiero wieczorem, kiedy poszłyśmy do miłej knajpki (która okazała się być moim zbawieniem bo miała wi-fi) dowiedziałam się, że warsztatów jenak nie będzie bo zgłosiło się tylko 40 osób. Czyli brakowało tysiąca złotych. To wcale nie jest tak mało jak by się mogło wydawać. Więc straciłam wszelką nadzieję na jakieś ciekawe zajęcie i zdałam się w pełni na łaskę nudy.
Aczkolwiek ten wyjazd miał też swoje zalety. Na przykład nie było Kajtka (dobrze), a z matulą pokłóciłam się tylko jeden raz (bardzo dobrze)! Aczkolwiek później musiałam spadać więc poszłam Bóg-wie-gdzie i się zgubiłam... Ale konsekwentnie, po wielu nieudanych próbach znalazłam drogę powrotną i pogodziłam się z mamą na pokazie fontann. W sumie nasze ,,pogodzenie się'' nie wygląda jakoś spektakularnie. Po prostu już nie patrzy na mnie wzrokiem sugrującym, że nie powinnam się była urodzić. A ciekawe, bo akurat ja byłam tym planowanym dzieckiem...

No, w każdym razie jak wyjeżdżałyśmy z powrotem do domu stwierdziła, że musimy tu przyjechać jeszcze raz. Tym razem trzeba będzie oczywiście wziąć jej synka. No i zaklepała termin (bo wynajmowaliśmy pokój. I to u jakiegoś dziada-gaduły) na sierpień. Próbowałam się jakoś ratować, ale ona uważała, że to świetny pomysł. Tak więc teraz tkwię na dywanie w jakiejś zatęchłej kamienicy w centrum Warszawy, podłoga wbija mi się w dupę a mama narzeka że mam już iść spać. Już, matula, poczekaj, tylko streszczę dzisiejszy dzień. I tak wiele się nie działo.

__________________________________________________


Dodam po kolei wpisy z tych pięciu dni.
 

 
Hejoo, ludkowie.
Obstawiam że i tak nikt tego nie przeczyta ale jest fajna czcionka jak się pisze więc czemu nie?

Doszłam do wniosku, że od czas do czasu będę tu wrzucać jakieś swoje ,,mądrości życiowe'' i okruchy z mojego wspaniałego życia... (to był sarkazm)

To może na początek troszkę się opiszę? Nie macie nic przeciwko? To fajnie ^^

No więc mam 14 lat (zacny rocznik 2000) i urodziłam się w Krakowie. Kiedy miałam 2 lata i urodził się mój brat, przeprowadziliśmy się na wieś. No i teraz w owej wsi mieszkamy. Do Krakowa jest pół godziny jazdy samochodem. Busem mniej więcej tyle samo ale trzeba doliczyć czas czekania na przystanku. I ewentualnie drogę dom-przystanek, czyli 40 do 20 minut.
Z wyglądu ciężko mi się opisać. Może dlatego że nie uważam siebie za jakąś piękność... Niby że wszystko mam dobre; dość długie szczupłe nogi, duże szare oczy, pełne usta i długaśne i zdrowe włosy. No i niby jestem szczupła ale to wszystko razem wygląda... Źle. Nie wiem co jest źle ale jestem brzydka po prostu ;-;
Dobra, już się pożaliłam xd
Ogólnie to pewnie często będę narzekać na samą siebie więc się nie zdziwcie (...)
Mam rodzeństwo w sztukach 1- wyżej wspomnianego brata. Nie jestem sierotą więc mam też mamę i tatę, aczkolwiek jakoś dwa lata temu, w moje 12-te urodziny dostali rozwód i tata nie mieszka już nami... Sprawa z rozwodem była baaardzo długa i mocno pogmatwana, więc nie mam zamiaru o niej opowiadać. Przynajmniej nie teraz.
Opis poszczególnych członków rodziny będzie się pojawiał stopniowo, bo teraz nie mam na tyle siły żeby wytężać swój tępawy móżdżek (godzina 23:23, wieczór po upalnym dniu).
Co by tu jeszcze...
Aha, jestem introwertyczką i źle się czuję w dużym towarzystwie. Nie to, żebym nie lubiła ludzi, po prostu dziwnie się czuję kiedy ktoś poświęca mi uwagę. W sensie ktoś, kogo dobrze nie znam. Bo mam oczywiście znajomych, nie jestem jakimś odludkiem. W szkole mam 2 przyjaciółki + 2 bliskie koleżanki. A z resztą klasy też rozmawiam, chyba nikt nic do mnie nie ma. Staram się być miła a kiedy coś mi się nie podoba o nie wybucham tylko siedzę cicho i się gotuję od środka. A denerwuję się łatwo, wbrew pozorom. Czasami jednak muszę komuś przygadać bo nie wytrzymam.
Nie cierpię złośliwości-uważam że złośliwych powinny spalić na stosie. Tak samo uważam jeśli chodzi o ludzi niesprawiedliwych, którzy w dodatku rządzą innymi.

I to chyba na tyle... na razie

***

A wrzucam to dopiero dzisiaj i dopiero teraz bo wczoraj wieczorem matula postanowiła zabrać mi kompa...

Bo było tak, że miałam iść spać i 22-giej i w tym też czasie wyłączyć komputer. Ale jakoś 22:20 usłyszałam, że na dole (bo mój pokój jest o pół piętra wyżej niż reszta) mój brat dalej coś tam gada i bynajmniej nie zbiera się do spania. Czyli że jednak nie musimy iść spać. Czyli fajnie, można sobie jeszcze posiedzieć na YouTube'ie .
Ale 23:20 przyszła matula i zaczęła się awanturować że co ja sobie wyobrażam i że ,,Tak się nie będziemy umawiać, moja droga!'' . No i zabrała kompa.
Na początku byłam zdezorientowana więc siedziałam na tapczanie i głupawo gapiłam się w ścianę. później jednak wstałam i pobiegłam do mamy do pokoju. Tak jak przypuszczałam, wszyscy siedzieli na kanapie i oglądali mecz (Niemcy-Brazylia). Mój brat też. Spytałam się, dlaczego zabrała mi laptopa i kazała mi spać, skoro wszyscy inni siedzą w najlepsze przed telewizorem. Ona na to, że skoro się umówiłyśmy a ja nie dotrzymałam słowa to mi się należy. No niby że tak ale później wszystko zepsuła bo się zaczęła wydzierać że jestem bezczelna a poza tym to przeze mnie zacinał się jej internet i nie mogła się gdzieś tam zalogować. I że jeśli teraz znowu jej się nie uda to to tez będzie moja wina więc lepiej żebym juz sobie poszła.
No to sobie poszłam. Po drodze walnęłam sobie jeszcze głową w drzwi do łazienki. Nie jakoś mocno, tak po prostu.
Jak wróciłam do pokoju to byłam zła. Bardzo. A właściwie byłam w czymś takim jak histeria, w którą zawsze wpadam kiedy matula jest niesprawiedliwa. Aha, bo jak się spytałam jak to jest, że jemu wolno a mi nie, to powiedziała, że to jest bardzo ważny mecz i on chce oglądnąć.
I ja nie mam nic do gadania. Fajnie.
***
To ponarzekałam, gratuluję wszystkim, którzy dotrwali do końca xD
Jak się rozkręcę to będzie lepiej

Na razie